Archiwum kategorii: Zakład Utylizacyjny

Dlaczego ta rezygnacja ?

W środę 23 marca Jarosław Paczos, prezes Stowarzyszenia Sąsiadów Zakładu Utylizacyjnego, ogłosił, że rezygnuje z udziału w Radzie Interesariuszy ZU, w której reprezentował stronę społeczną.

Joanna Wiśniowska (Gazeta Trójmiasto): Osiem lat poszło na marne?

Jarosław Paczos, prezes Stowarzyszenia Sąsiadów Zakładu Utylizacyjnego: Tak, straciliśmy dużo czasu. Choć są jakieś pozytywne elementy tej współpracy, to nadal śmierdzi, a zakład nie ma strategii na przyszłość. To przysłania wszelkie osiągnięcia tych lat.

Dlaczego pan zrezygnował?

– Najważniejszym argumentem za odejściem była źle działająca kompostownia. W projekt zainwestowano ponad 40 mln zł, obiecywano poprawę. Ja sam włożyłem w to dużo energii i czasu – może niewspółmiernie do tego, co Zakład Utylizacji, ale brałem udział w dialogach technicznych czy opracowywaniu koncepcji kompostowni. 

Wierzył pan, że ta inwestycja coś zmieni? 

– Tak, bo głównym źródłem odoru był dwuhektarowy otwarty plac dojrzewania kompostu. Trzeba było go zamknąć pod hermetyczną halą i zbudować kompostownię. Wydawało mi się, że to radykalnie poprawi sytuację. Nie doceniłem tego, że zanieczyszczenie odpadów kuchennych plastikiem, workami foliowymi uniemożliwia prawidłowe jej działanie. Jakość segregacji „u źródła” jest fatalna i to powinno przede wszystkim ulec poprawie. Dlatego składam rezygnację, ale uważam, że winni to zrobić przede wszystkim ci, którzy zajmują się tym zawodowo. Ale – wiadomo – że taki scenariusz nie zostanie zrealizowany.

Dlaczego?

– Michał Dzioba, prezes Zakładu Utylizacyjnego, uważa, że kompostownia spełnia założone cele. Nie rozumiem takiego podejścia. Moim zdaniem to zawodowy, oficjalny optymizm, który wychodzi z ust prezesa. Gdy słyszę takie słowa, to w reakcji jedynie mogę zrezygnować. Jak kompostownia działa, każdy czuje. Nie zmienią tego ustne próby zaklinania rzeczywistości. Nie chcę brać udziału w takiej szopce. 

Co przelało czarę goryczy? 

– Słowa prezesa, że kompostownia spełnia założenia. Tej opinii nie zmieniły nasze rozmowy, przedstawione argumenty, więc co ja mogę zrobić? Kogo jeszcze próbować przekonać? Czuję się bezsilny, nie ma już instancji, do której mógłbym się odwołać. Rozmowa z prezydent Aleksandrą Dulkiewicz i prezydentem Piotrem Grzelakiem też nie przyniosła żadnych zmian. 

Miał pan poczucie, że strona społeczna to kwiatek do kożucha w Radzie Interesariuszy?

– Z czasem coraz bardziej tak. Coś się zadziało, gdy powstawał projekt kompostowni, gdy realizowano tę inwestycję. Ale efekt jest tragiczny, a za tym nie idzie żadna refleksja czy strategia. Od dłuższego czasu zwracam uwagę, że pojemność kwater się kończy i trzeba pomyśleć, co będzie dalej. Istnieje potrzeba odnalezienia nowej lokalizacji dla przetwarzania odpadów biologicznych, ale nie ma na to chęci. Pewnie politycznie to niewdzięczna rola, trudne zadanie, ale od tego są władze miasta, żeby podejmować takie tematy.

Czyli nie tylko o zawodowy optymizm chodzi?

– Tak, to zadanie, które wybiega poza okres kadencji wyborczej. Szukanie lokalizacji, załatwienie kwestii papierkowych, budowa – to zajmie co najmniej 10 lat. Ale tego nie można odpuścić, trzeba to zrobić, choć w zupełnie innej formule technologicznej, co sprawi, że nie będzie składowiska, które powoduje odór. Wtedy nie będzie śmierdziało ani na Szadółkach, ani w nowej lokalizacji.

To w czym problem?

– Chętnie zadałbym władzom to samo pytanie. Może już sama analiza lokalizacji wywoła w danej dzielnicy protesty? Najwygodniej jest więc nic nie robić. Część opinii publicznej uważa, że skoro wysypisko jest w takim miejscu, to ludzie, którzy mieszkają dookoła, wiedzieli, na co się pisali. To straszne i egoistyczne myślenie.

Gdy osiem lat temu obejmował pan stanowisko, myślał pan, że taki będzie koniec pańskiej misji?

– Nie, jestem optymistą i wydawało mi się, że długofalowa, organiczna praca przyniesie efekty. Uważałem, że o ile nie mają sensu pojedyncze akty protestu, o tyle już głębokie wniknięcie w procesy technologiczne pozwoli na wypracowanie kompromisu i dobrych rozwiązań. Ale nic z tego nie wyszło, Zakład Utylizacji idzie w zaparte.

Co działo się przez te osiem lat? 

– Decyzję o zaangażowaniu podjąłem dwa lata przed tym, zanim zasiadłem w Radzie Interesariuszy ZU. W 2012 r. założyliśmy Stowarzyszenie Sąsiadów Zakładu Utylizacyjnego. Gdy pojawiłem się w zakładzie w maju 2012 r., widziałem bałagan, brak dobrego gospodarza, ale dostrzegałem duży potencjał do poprawy. W następnych latach zadziało się wiele dobrego. Poprawiono np. system odgazowywania kwater, co było reakcją na nasze postulaty. Przez długi czas nie było więc problemu z gazem wysypiskowym. Z odorem z kompostowni też mieliśmy sobie poradzić, budując kompostownię. Kolejna sprawa to spalarnia – jest mała, dookoła niewiele jest miejsca na jej rozbudowę, a jej lokalizacja jest fatalna, jeśli chodzi o ukształtowanie terenu i warunki meteorologiczne. No i co bardzo ważne – nie będzie służyć spalaniu odpadów biologicznych, jak zakładano, tylko frakcji wysokoenergetycznej. Więc nie do końca rozwiąże się problem zarządzania odpadami w naszym rejonie – choć przyznaję, że na ostatniej radzie przedstawiciele spalarni obiecali spalanie odorotwórczej frakcji, tzw. podsitowej. Trzeba ich trzymać za słowo. Jest jeszcze inna kwestia – spalarnia zabrała miejsce składowania. Według moich obliczeń za 10 lat nie będzie miejsca na magazynowanie, a nie wszystko da się zrecyklingować i sprzedać. Jeśli moje przewidywania się spełnią, to za dekadę będzie potrzebne znalezienie kolejnej lokalizacji dla odpadów biologicznych lub podwyższenie kwatery. A przecież im większa góra, tym większe oddziaływanie na okolicę. To będzie dramat dla południowego Gdańska. Nowa lokalizacja to zdecydowanie lepsza opcja. Ale jak już wspominałem, projekt, realizacja, znalezienie funduszy – to zajmuje wiele czasu. Moja rezygnacja to też apel, żeby pomyśleć już teraz o tym, co się będzie działo w Gdańsku za 10–15 lat. 

Czyli odór będzie jeszcze większy? 

– Tak, kompostownia jedynie w niewielkiej części zredukowała potencjał biologiczny odpadów. Do kuchennych resztek są dorzucane odpady zielone z miasta, np. kawałki gałęzi, które nie przekompostują się w ciągu paru tygodni. Taki odpad, który nie jest kompostem, trafia na kwaterę, jest ugniatany przez specjalną maszynę, co w połączeniu z wodą opadową stwarza warunki do dramatycznie dużej produkcji gazu. Jeśli chodzi o odczuwalność odorów, kluczowa jest pogoda i kierunek wiatru. Najbardziej narażone są dzielnice położone w sąsiedztwie. Gaz czuć już w Dolnym Wrzeszczu, na Przymorzu czy Zaspie, ale na razie to jedynie incydenty. Myślę jednak, że będą one coraz częstsze. Nawet jeśli ograniczymy ten problem do najbliższych dzielnic, to nadal jest to przestrzeń, którą zamieszkują ludzie. Nie da się tam funkcjonować. I do dalej? W maju ubiegłego roku na jednej z Rad Interesariuszy ustaliliśmy, że powstanie zespół dotyczący strategii zakładu. Spotkaliśmy się z przedstawicielami ZU oraz Gdańskiej Agencji Rozwoju Gospodarczego. Na drugie spotkanie czekaliśmy bardzo długo i było ono wymuszone przez nas. Sprawa utknęła w martwym punkcie. Było to jedynie pozorowane działanie. Ale jak się spojrzy na stronę WWW Zakładu Utylizacyjnego, to dużo jest tam o współpracy z lokalną społecznością i organizacjami pozarządowymi. Dużo w tym PR-u.

W artykule w portalu trojmiasto.pl zarząd ZU wyjaśnia, że stwierdzenie osób krytykujących działalność rady, jakoby formuła prac się wyczerpała, odbiera jako zaskakujące w świetle jej dokonań.

– Osoby od komunikacji z mediami dostają pieniądze, żeby poprawiać wizerunek zakładu. Co innego miały napisać?

I dalej: „Zarząd ZU zapewnia, że głos społeczny jest »niezwykle istotny i wiodący do realizacji oczekiwań«”.

– Mam 61 lat, dobrze pamiętam „Trybunę Ludu”, mnóstwo było tam takich zdań. Te słowa nic nie znaczą.

Słyszę w pana głosie zawód.

– Dużo rzeczy w życiu robię, jestem zadowolony z tego, co mam, jestem też optymistą. Ale czasem w życiu trzeba powiedzieć wprost, że coś nie wyszło. Nie można próbować ciągle robić to samo. Gdy działanie jest nieskuteczne, trzeba powiedzieć: „dość” i zrezygnować. To jest ten moment.

Co dalej z odorem z Szadółek?

– Wszystko jest w rękach społeczeństwa. Politycy, także ci lokalni, reagują dopiero na masowe protesty. Jeśli tych nie będzie, to nic się nie zmieni, a bez tego nasza jakość życia będzie się pogarszać.

Rezygnacja Jarosława Paczosa z udziału w Radzie Interesariuszy

Gdańsk 22 marca 2022 r.

Szanowni Państwo

Niniejszym informuję, że zrezygnowałem z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Interesariuszy Zakładu Utylizacyjnego i PCE.

Jako przedstawiciel strony społecznej uczestniczyłem od 8 lat w tym doradczym gremium wierząc, iż jest to droga do poprawy funkcjonowania Zakładu i likwidacji uciążliwości odorowych nękających bliższe i dalsze okolice Zakładu. Zawsze wiedziałem, że będzie to długi i żmudny proces, wymagający ode mnie dostępu do specjalistycznej wiedzy dotyczącej gospodarki odpadami – ale także pokładów czasu i cierpliwości. Wierzyłem, że dialog ma sens a udział przedstawicieli organizacji pozarządowych sprawi, że decyzje podejmowane przez Gminę Gdańsk i Zakład Utylizacyjny, będą uwzględniały interesy okolicznych mieszkańców w maksymalnie możliwy sposób.

Niestety, nie ma żadnej poprawy. Jest wręcz przeciwnie – sytuacje odorowe dotyczą coraz rozleglejszych obszarów. Duże nadzieje wiązałem z nowo wybudowaną kompostownią odpadów kuchennych i zielonych (otwarta 2020 r.), która miała radykalnie poprawić sytuację. Jednak ona funkcjonuje nieprawidłowo m.in. z powodu ogromnych zanieczyszczeń tych odpadów. System segregacji „u źródła” nie jest dostosowany do wymogów technologicznych kompostowania. Zamiast kompostu instalacja produkuje odpad, który lądując na składowisku generuje ogromne ilości gazu wysypiskowego docierając już na nawet na Dolny Taras.

Co więcej – Zakład Utylizacyjny w Szadółkach nie wyklucza powiększenia ilości przetwarzanych tu odpadów bio i myśli o wybudowaniu instalacji beztlenowej fermentacji. To stwarza dodatkowe ryzyka emisji odorów. Ilość miejsca na składowanie odpadów kurczy się. Za kilkanaście lat ostatnia kwatera osiągnie docelową rzędną 135 m nad poziomem morza a wtedy, o ile nie znajdzie się inna lokalizacja, władze Gdańska będą musiały podwyższyć hałdę odpadów…Prace nad nową strategią Zakładu Utylizacyjnego utknęły w martwym puncie.

W tej sytuacji moja obecność w Radzie Interesariuszy stwarzałaby mylne wrażenie, że mam jakikolwiek wpływ na stan spraw związanych z Zakładem Utylizacyjnym i jego oddziaływaniem na otoczenie.

Z poważaniem

Jarosław Paczos

Prezes Stowarzyszenia Sąsiadów Zakładu Utylizacyjnego

Pani Ewa, mieszkanka Gdańska pyta gdzie zgłaszać odory…

Szanowna p. Ewo, nie wiemy już gdzie to zgłaszać. Robiliśmy to jako Stowarzyszenie od 10 lat i efekt jest żaden. Kilkadziesiąt wpisów na naszej stronie, począwszy od 2012 roku, dokumentuje nasz wysiłek włożony w zrozumienie problemów występujących w Zakładzie Utylizacyjnym oraz w działania na rzecz poprawy sytuacji. Wszystko na nic 🙁

Gospodarka odpadami to jeden z trudniejszych zadań, które spoczywają na barkach samorządów. Do tego potrzebni są wykwalifikowani specjaliści i miejscy urzędnicy – dobrzy organizatorzy, potrafiący przypilnować sprawy bieżące, procesy inwestycyjne – ale także umiejący dokonywać strategicznych wyborów na przyszłość. Wydaje się, że takich ludzi w Gdańsku brakuje bo ostatnie dwadzieścia parę lat to realizacja złego scenariusza:

– w 2000 roku, Gmina Gdańsk postanawia uchwalić nowy plan zagospodarowania dla terenów wysypiska. Ustalono dla odpadów komunalnych maksymalną rzędną składowania 135 m n.p.m, co pozwoliło na przedłużenie użytkowania składowiska wstępnie do 2025 r.,

– wskutek zaniedbań proceduralnych utracono możliwość uzyskania środków unijnych na budowę spalarni w perspektywie finansowej 2007-2013. Planowano jej budowę w pobliżu oczyszczalni Wschód,

– w 2012 roku podjęto decyzję o budowie spalarni odpadów w Gdańsku Szadółkach, na terenie niekorzystnie usytuowanym geograficznie i zanieczyszczonym nielegalnie składowanymi odpadami komunalnymi,

– zapowiadana jako wielki przełom, modernizacja Zakładu z lat 2008-2011, nie ograniczyła odorów z powodu częstych awarii kompostowni i emisji z placu dojrzewania kompostu,

– kolejna, nowo wybudowana kompostownia odpadów kuchennych i zielonych (otwarta 2020 r.) funkcjonuje nieprawidłowo z powodu ogromnych zanieczyszczeń tych odpadów. System segregacji „u źródła” nie jest dostosowany do wymogów technologicznych kompostowania. Zamiast kompostu instalacja produkuje odpad, który lądując na składowisku generuje ogromne ilości gazu wysypiskowego.

Co więcej – Zakład Utylizacyjny w Szadółkach nie wyklucza powiększenia ilości przetwarzanych tu odpadów kuchennych i zielonych, z obecnych 50 tys. ton do 75 tys. ton i wybudowania w tym celu instalacji beztlenowej fermentacji co stwarza dodatkowe ryzyka emisji odorów ! Dzieje się to przy kurczącej się ilości miejsca na składowanie odpadów. Za kilkanaście lat ostatnia kwatera osiągnie docelową rzędną 135 m nad poziomem morza a wtedy, o ile nie znajdzie się inna lokalizacja, władze Gdańska będą musiały podwyższyć hałdę odpadów…

Wydaje się więc, że w Gdańsku brakuje perspektywicznego myślenia i empatii dla mieszkańców szybko rozrastających się osiedli mieszkaniowych na południu miasta. Zamiast tego króluje kult dla kolejnych, współfinansowanych z zewnętrznych źródeł inwestycji, które jednak nie tworzą spójnego i efektywnego systemu wspomagającego gospodarkę odpadami. To co się teraz dzieje to kurs na przyszły potężny konflikt społeczny – bezprecedensowy w skali kraju.

Nowa kompostownia działa bardzo źle.

Przyczyną złego funkcjonowania są dramatyczne duże zanieczyszczenia odpadów kuchennych, które trafiają z brązowych pojemników:


Widoczna pryzma to przekompostowane odpady kuchenne i zielone. Zmniejszona objętość resztek biologicznych ujawnia ogrom zanieczyszczenia tego strumienia folią z plastikowych worków. Trudno sobie wyobrazić, że można z tej pryzmy uzyskać wartościowy kompost…

Po przekompostowaniu materiał jest dzielony na trzy frakcje. Wykonuje to specjalna maszyna przesiewająca. Na zdjęciu poniżej widzimy frakcję > 60mm. W większości składa się ona postrzępionych worków foliowych, grubszych patyków, fragmentów gałęzi. Zdarzają jednak inne odpady, które trafiają tu z brązowych pojemników z powodu nieodpowiedniej segregacji u źródła: części z grubszych plastików, fragmenty urządzeń elektronicznych, opakowań wieloskładnikowych itp. Ta frakcja trafia na kwaterę składowania.


Na zdjęciu poniżej frakcja <15mm. Przypomina ona kompost, ma prawidłowy, przyjemny zapach. Jednak widoczne są tam, choć stosunkowo nieliczne, zanieczyszczenia z plastiku i szkła. Struktura tej frakcji nie przypomina idealnej próchnicy z powodu licznych włókien organicznych i bardzo drobnych patyków. Ta frakcja jest kandydatem do uzyskania certyfikatu kompostu przeznaczonego do poprawiania struktury gleby. Z powodu zanieczyszczeń nie można będzie stosować tego kompostu do produkcji żywności. Jak dotąd certyfikat nie został wydany pomimo że od uruchomienia kompostowni minęło już 20 miesięcy.





Na zdjęciu poniżej frakcja 15 – 60 mm. Jest jej zdecydowanie najwięcej. Zawiera folie, plastiki średniej wielkości inne odpady inertne oraz materiał biologiczny – głównie nieprzekompostowane fragmenty tzw. materiału strukturalnego. Jest to odpad zielony z miasta: zmielone gałęzie drzew i krzewów, dodawane do odpadów kuchennych, aby zapewnić pryzmom odpowiednią porowatość podczas kompostowania. Ponieważ gałęzie zawierają dużo związków celulozowych, ich 8-tygodniowy pobyt w kompostowni jest zbyt krótki by organizmy rozłożyły je na związki mineralne i humusowe.
Naturalnym zabiegiem po przesianiu i wspomnianym wyżej podziale na trzy frakcje, powinno być zawrócenie nieprzekompostowanej do końca frakcji 15-60 mm, z powrotem do procesu kompostowania. Nie można jednak tego zrobić w gdańskim Zakładzie Utylizacyjnym ze względu na bardzo duży udział zanieczyszczeń (folia, inne plastiki, itp.). Stworzyłaby się bowiem zamknięta pętla w której ten inertny materiał krążyłby stale od boksów kompostowych do maszyny przesiewającej i z powrotem. Z kolei próba mechanicznego rozdrobnienia tej frakcji będzie wiązać się z rozdrobnieniem zanieczyszczeń zawartych w tej frakcji, które wnikną do końcowego produktu.
Zamiast zawrotu frakcji 15-60 mm do kompostowania, materiał ten jest kwalifikowany jako kompost nieodpowiadający wymaganiom i trafia na kwaterę składowania i generuje gaz wysypiskowy.

Wnioski:

– kompostownia nie produkuje i nie będzie produkować kompostu przydatnego do produkcji żywności,

– kompostownia nie uzyskała jeszcze certyfikatu na sprzedaż kompostu gorszej jakości

przeznaczonego jako polepszacz gleby w uprawach nie związanych z żywnością,

– przeważająca część materiału po przetworzeniu wędruje na kwaterę jako kompost nie

odpowiadający wymaganiom. Jest to materiał aktywny biologicznie, który przez dłuższy czas

generuje duże ilości gazu wysypiskowego – porównywalnie z odpadami, których nie poddano

procesowi kompostowania,

– gdyby materiał strukturalny (odpady zielone) dodawany do procesu, kompostować oddzielnie…

udałoby się uzyskać więcej kompostu i lepszej jakości niż planuje się w Zakładzie.

Taka sytuacja to ewidentne marnotrawienie poniesionych nakładów inwestycyjnych, bieżących kosztów eksploatacji kompostowni, surowca a także pracy i zaangażowania pracowników Zakładu.

Mapa Smrodu popularna jak nigdy dotąd

Dzisiejszy artykuł na trojmiasto.pl dotyczący Mapy Smrodu Gdańska mapa smrodu strollowana (trojmiasto.pl), spowodował nadzwyczajne zainteresowanie naszą stroną. Mapa Smrodu przeżywa oblężenie. Na Mapie pojawiły się zaznaczenia, które na pewno nie są związane z działalnością Zakładu Utylizacyjnego. W ciągu 8-letniego istnienia Mapy takie sytuacje, w mniejszej skali, zdarzały się już kilkukrotnie. Z naszego doświadczenia wiemy, że zainteresowanie żartownisiów skończy się tak szybko jak się zaczęło i wiarygodność wskazań Mapy Smrodu powróci na swój zwykły, wysoki poziom.

Jednocześnie informujemy, że nasi informatycy pracują nad uodpornieniem strony na atak botów społecznościowych lub innych działań mogących zaszkodzić reputacji naszej strony internetowej.

Stowarzyszenie Sąsiadów Zakładu Utylizacyjnego Gdańsk Szadółki | Facebook

Wizyta w Zakładzie 7 września 2021

Nasilone skargi na odory skłoniły nas do odwiedzin Zakładu. Ponieważ źródłem odorów jest, naszym zdaniem, gaz wysypiskowy – to naszą uwagę zwróciliśmy na stację zbiorczą gazu na sektorze kwatery składowania 800/1C. Jest to miejsce gdzie lądują na bieżąco odpady, także z obu kompostowni przetwarzających materiał biologiczny.

Podczas naszego pobytu gaz był odbierany tylko z 5 studni odgazowania na 26 podłączonych do stacji zbiorczej. Przyrząd wskazywał odbiór ok. 100 m3/h gazu.

Dowiedzieliśmy się, że trwają prace naprawcze systemu odgazowania i na koniec dnia gaz będzie odbierany z większej ilości studni. Oraz, że generalnie jest problem z tą kwaterą, bo system rur odbierających gaz jest zalewany wodą opadową.

Nasze uwagi i wnioski:

  1. Sektor 800/1C jest „głównym podejrzanym” w generowaniu odorów. Wcześniejsze informacje mówiły o odbiorze gazu z kwatery w ilości ok. 200 m3/h. Podczas naszej wizyty było 100 m3/h, a trzeba pamiętać, że z nieuszczelnionej kwatery udaje się wyciągać ok. 50 % generowanego przez nią gazu. Każdej godziny do atmosfery może trafiać więc 200-300 m3 gazu – tylko z tego sektora.
  2. Kompleksowe prace nad naprawą i modernizacją systemu odgazowania trwają od jesieni ubiegłego roku i miały zakończyć się w czerwcu br. Jak widać kluczowy sektor nie działa prawidłowo i nie odbiera takich ilości gazu jakie mógłby odbierać.
  3. W publikowanej codziennie przez Zakład Utylizacyjny informacji o stanie prac, nie ma wzmianki o prowadzonych pracach przy systemie odgazowania (dotyczy 7 września – dnia naszej wizyty oraz następnych dni).
  4. Trzeba sobie zadać generalne pytanie : Jak to możliwe, że sektor na którym obecnie składuje się odpady, generuje tak dużo gazu ? Przecież głównym zadaniem kompostowni, wybudowanych ogromnym nakładem środków, jest zmniejszenie potencjału biologicznego odpadów kuchennych i zielonych – tak aby przetworzone, składowane resztki nie stanowiły już problemu. Niestety, tak się nie dzieje a do określenia dokładnej przyczyny tego stanu potrzebna jest, naszym zdaniem, niezależna i kompleksowa ekspertyza.

Sektor 800/1C jest już zapełniony niemal całkowicie. Na poniższym zdjęciu widać niewielką skarpę za którą jest nieczynna już kwatera 800/2 z rzędną 135 m n.p.m.

Na początku przyszłego roku rozpocznie się składowanie na kwaterze 800/3 (poniżej na zdjęciu). Jest ona wypełniona w ponad 1/5, odpadami komunalnymi wydobytymi z terenu na którym budowana jest spalarnia. Trwają dokładne obliczenia (z udziałem naszego stowarzyszenia) jak długo będzie trwać zapełnienie tej ostatniej w Zakładzie kwatery. Przypuszczamy, że stanie się to nie później niż za kilkanaście lat. A CO POTEM ?

Albo „walka z wiatrakami” albo Umowa Społeczna

Odory pochodzące z Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku w ciągu ostatnich 6-7 miesięcy zmieniły swoje główne źródło.  Wcześniej- jak opisywaliśmy () źródłem odorów były zalegające pryzmy odpadów biologicznych, które nie mieściły się w nowo wybudowanej kompostowni. Teraz, po zimie tych odpadów jest mniej więc nie stanowią takiego problemu.                                                                                                                                                                 Jednak, na jesieni ub. roku Zakład podjął się naprawy i modernizacji systemu odgazowania kwater składowania. Prace te uaktywniły niekontrolowaną emisję części gazu wysypiskowego. Odczuwalność tych odorów silnie zależy od kierunku wiatru; szczególnie jednak daje się we znaki w kierunku na Łostowice podczas nocnych spadków temperatury, przy bezwietrznej pogodzie. Inwazyjne prace na kwaterach, skutkujące emisją odorów mają się zakończyć, zdaniem przedstawicieli Zakładu, do końca maja.

Mamy nadzieję, że po zakończeniu tych prac nie pojawi się ponownie odór z pryzm. Będziemy monitorowali ilość przywiezionych odpadów do Zakładu i sprawdzali czy nie przekracza ona możiwości zakładowych kompostowni. Inaczej mówiąc – będziemy sprawdzać czy proces kompostowania odpadów nie odbywa sie pod gołym niebem…

Zdajemy sobie sprawę, że nasza wieloletnia działalność strażnicza związana  monitorowaniem i upublicznianiem działań podejmowanych przez Zakład Utylizacyjny może być postrzegana jako „walka z wiatrakami”. Lektura naszych wpisów prowadzonych od 2012 r.  dowodzi: pomimo pewnych sukcesów i świadomości, że bez nas byłoby gorzej – Zakład Utylizacyjny jest ciągle ogromnym obciążeniem dla rozrastającego się południowego Gdańska i gminy Kolbudy. 

Dlatego też nie możemy się ciągle skupiać na sprawach bieżących. Musimy spojrzeć na to co może się wydarzyć za 2 lata, za 10 lat czy za lat 15.  Nowe inwestycje w Zakładzie Utylizacyjnym (budowana spalarnia odpadów – Port Czystej Energii,  biogazownia odpadów organicznych, modernizacja sortowni) może być wybawieniem dla naszych kłopotów – ale może być też ich kolejnym źródłem.                                                                   Umowa Społeczna, którą chcemy zawrzeć z Gminą Gdańsk będzie przejawem naszej wspólnej troski o jakość życia w tych okolicach i świadectwem, że nasze myślenie opiera się długofalowej strategii a nie na doraźnych poczynaniach.

Szczegóły wkrótce.

 

Postulaty strony społecznej związane z działalnością Zakładu Utylizacyjnego i Portu Czystej Energii (z objaśnieniami)

                                          

                                                                  postulaty strony społecznej z objaśnieniami

      Domagamy się:

  1. Deklaracji ze strony Gminy Gdańsk, że nie będzie dążyć do zmiany przepisów, które umożliwiłyby podniesienie rzędnej składowania odpadów z ZUT Gdańsk z obecnych 135 m n.p.m.

Obecnie  kwatera składowa 800/1, o pojemności ok. 1,5 mln m3  zaczęła być zapełniana w 2010 roku i posiada 3 podsektory. Podsektory A i B są już całkowicie zapełnione a C już w ponad połowie. W rezerwie jest jeszcze (ostatnia, która była możliwa do zbudowania), kwatera 800/3 o podobnej pojemności. Została ona już zapełniona, w co najmniej 1/5, odpadami wydobytymi spod działki na której jest budowana spalarnia. Na kwaterze 800/3 trzeba jeszcze urządzić podkwaterę na żużel ze spalarni – co jeszcze zmniejszy jej pojemność. W rezultacie może dojść do sytuacji, że za kilkanaście lat skończy się miejsce do składowania. Podwyższenie rzędnej składowania odpadów miałoby fatalne skutki ze względu na możliwość jeszcze intensywniejszego wpływu zanieczyszczeń pochodzących z ZUT, na okolicę.  

  1. Rozpoczęcia prac koncepcyjnych mającym na celu uruchomienie do 2030 roku, w Gdańsku lub okolicach, nowego zakładu utylizacji odpadów.

Gmina Gdańsk powinna być przygotowana do sytuacji w której za 10 lat, strumień odpadów przeznaczonych do składowania będzie jeszcze na tyle duży, że potrzebne będzie nowe miejsce do składowania. Budowana obecnie spalarnia jest stosunkowo mała (160 tys. ton/rok), nie ma możliwości rozbudowy i ma już wypełniony portfel dostaw odpadów.           Nie wszystkie odpady mogą być przetwarzane termicznie a budowa tzw. gospodarki bezodpadowej może potrwać znacznie dłużej niż pojemność kwater w ZUT Gdańsk. Nowy zakład utylizacji odpadów mógłby być skojarzony z potrzebną w regionie, nowoczesną     spalarnią odpadów niebezpiecznych (koncesja Port Serwisu kończy się za trzy lata a Gmina Gdańsk  zadeklarowała, że nie jej przedłuży) lub/i komercyjną spalarnią odpadów resztkowych i  przemysłowych.

  1. Podjęcia decyzji o zakończenia składowania wszelkich odpadów w ZUT Gdańsk – najpóźniej do 2035 r.

 Ze względu na uciążliwość Zakładu i przewidywany brak miejsca na składowanie w  kolejnych latach odpadów, należy docelowo zaplanować teren obecnego ZUT Gdańsk jako  teren przy którym będzie funkcjonować obecnie budowana spalarnia oraz nowoczesne centrum recyklingu odpadów nie-biologicznych. 

  1. Wprowadzenia zakazu składowania przetwarzania nieprzekompostowanych odpadów biologicznych na wolnym powietrzu (za wyjątkiem odpadów zielonych z  miasta -ale tylko takich, które nie zawierają skoszonych traw ani komponentów, w których nie rozpoczął się proces gnilny).

 Nowo wybudowana kompostownia jest za mała i w ubiegłym roku część odpadów biologicznych musiała być składowana i prymitywnie przetwarzana pod gołym niebem. To powodowało problemy   odorowe nie tylko w okolicy Zakładu – ale też w osiedlach oddalonych nawet o 5 km. Tym samym korzyści, wynikające z oddania do użytku tej instalacji, zostały częściowo zaprzepaszczone, zwłaszcza w ciepłym okresie roku, kiedy odpadów jest więcej. Prognozowana ilość odpadów biologicznych na rok 2021 to ok. 53 tys. ton- więc przekracza o 13 tys. ton pojemność nowej kompostowni. Część z tych odpadów musi być przetwarzana w starej kompostowni (która została dedykowana innej grupie odpadów biologicznych – wysortowanych z odpadów zmieszanych) i wymaga  przebudowy i uszczelnienia.

  1. Aby hala rozładunkowa przed bunkrem na odpady, w budowanej spalarni, była zaopatrzona w bramy i odpowiedni system wentylacyjny zapobiegający przedostawaniu się na zewnątrz niekontrolowanej emisji odorów i pyłów.

Zamknięta hala wyładunkowa jest obecnie standardem w spalarniach. Poniżej fragment opinii dr Henryka  Skowrona (autorytetu w sprawach związanych ze spalaniem odpadów) z 2013 roku :  „W podobnych okolicznościach powinno się również zaproponować, by rozładunek frakcji energetycznej, dowożonej do instalacji TPOK z innych ZZO, odbywał się w zamkniętej hali wyładunkowej odpadów do bunkra a nie na otwartej rampie, tak jak to jest przewidziane i pokazane na rysunku koncepcji planu zagospodarowania terenu dla instalacji, która ma być budowana na terenie ZU Szadółki. Taki sposób rozładunku samochodów dowożących odpady do instalacji TPOK jest bardzo często stosowany, a w nowych projektach niemal wyłącznie. I tak też przewiduje się rozwiązać te kwestie we wszystkich projektach instalacji TPOK budowanych obecnie w Polsce. Zastosowanie takiego rozwiązania jest sposobem na dodatkowe zabezpieczenie przed emisją odorów w fazie rozładunku a także jako dodatkowe zabezpieczenie przeciwko ewentualnemu rozprzestrzenieniu się ognia – przy zapaleniu się odpadów bunkrze – na inne fragmenty terenu instalacji” 

  1. Aby hala waloryzacji/składowania żużla w budowanej spalarni była hermetyczna.

 

Brak hermetycznej hali w projekcie spalarni wydaje się być niezgodny  z Decyzją o środowiskowych uwarunkowaniach Prezydenta Miasta Gdańska z dn. 30 grudnia 2011 r. dla tej inwestycji, gdzie jest napisane: „Magazyn żużli zaprojektować jako szczelny z obudową ograniczającą ewentualną niezorganizowaną emisje pyłu”. Jest to też niezgodne z praktyką projektową dla wielu spalarni gdzie (jak choćby w Krakowie), hala waloryzacji żużlu jest szczelna.

  1. Wprowadzenia mechanizmu kontroli działania systemów monitoringu parametrów procesu spalania i pracy instalacji oraz emisji substancji do powietrza w budowanej spalarni. Kontrola ma dotyczyć poprawności działania czujników pomiarowych, ich kalibracji, stosowanych algorytmów przeliczeniowych i oprogramowania. Kontrola powinna być przeprowadzana przez niezależną od operatora instytucję a decyzja o wyborze firmy kontrolującej powinna być podjęta przez Radę Interesariuszy ZUT i PCE.

 

 Przekazywanie danych do właściwych organów kontrolnych na bieżąco, poprawia   bezpieczeństwo pracy spalarni pod warunkiem, że dane te są właściwe i prawdziwe. Istnieje zatem  potrzeba okresowej weryfikacji odczytów z czujników pomiarowych (analizatorów, detektorów itp.)  i prześledzenia drogi sygnałów do miejsca, w którym przybierają postać informacji czytelnej dla ludzi. Trudno byłoby też uznać za właściwą sytuację, w której to sam operator spalarni decyduje o wyborze firmy kontrolującej.

  1. Wprowadzenia zasady, że po okresie przerw technologicznych lub awarii instalacji w spalarni, wznowienie dostaw do spalenia z zewnętrznych źródeł, powinno nastąpić dopiero po likwidacji wszystkich zaległych hałd czekających na spalenie, na terenie ZUT Gdańsk.

 

 W założeniach technologicznych spalarni przewidziane są przerwy w pracy przeznaczone na serwis i konserwację instalacji. Założono, że będzie to nie więcej niż 40 dni w ciągu roku.  W  tych okresach piec będzie wygaszony a dostawy odpadów do spalarni wstrzymane. Wtedy pojawi się problem z odpadami z ZUT w Gdańsku, które będą musiały czekać pod gołym niebem na ponowne  uruchomienie pieca.  Podczas tych wielodniowych przerw (a także podczas dodatkowych przerw wymuszonych możliwymi  awariami), na placu Zakładu Utylizacyjnego pojawi się wiele tysięcy ton odpadów (w tym duża część biologicznych), które będą niekorzystnie oddziaływać na otoczenie.  Zakontraktowane dostawy odpadów do spalenia z Tczewa i Kwidzyna powinny być więc, w naszym gdańskim interesie, wznowione dopiero po opróżnieniu placów w ZUT Gdańsk.

 

  1. Wprowadzenia kontroli przyjmowanych odpadów budowlanych, aby na kwatery składowania nie lądowały odpady, które mogłyby być poddane selektywnej zbiórce lub przetwarzaniu. 

Na hałdę trafiają odpady z budów z tzw. 17tki. Jest to typowy odpad zmieszany, a nie budowlany składający się wyłącznie z gruzu, płyt, itd. Nieznana jest morfologia tego odpadu, co oznacza, że trafia tam wszystko i nie ma nad tym większej kontroli.

         Gdańsk, kwiecień 2021 r.

Czy zmiany personalne w Zakładzie są właściwym krokiem ?

Jak zapewne zauważylicie, staramy się nie omawiać personalnych spraw w kontekście działaności Zakładu Utylizacyjnego czy budowanej spalarni. Jednak dziś, dopiero po raz drugi w okresie 9 lat od powstania tej strony, musimy się odnieść do decyzji Rady Nadzorczej , która 12 marca podjęła decyzję o zakończeniu współpracy z Maciejem Jakubkiem  członkiem Zarządu Zakładu Utylizacyjnego ds. technicznych. Jest to osoba, która od 8 lat organizowała i kontrolowała funkcjonowanie instalacji związanych z zagospodarowaniem odpadów. Szadółki są wciąż obciążeniem dla okolicy – lecz aby sprawiedliwie jego pracę – trzeba mieć na uwadze w jak ogromnej, technicznej i organizacyjnej zapaści, był Zakład przed jego pojawieniem (patrz https://www.szadolki.pl/2012/12/06/26-uchybien-i-3-tys-zl-kary-dziennie-dla-szadolek/).  Zmiany na lepsze są spektakularne: wychwyt gazu wysypiskowego zwiększył się z 300 m3/h do 700-800m3/h, system odgazowania jest serwisowany i skojarzony z powiększoną biogazownią i pochodniami gazu, powstała nowa dobrze działająca kompostownia wraz z placem dojrzewania…

Dlaczego więc ciągle śmierdzi ? Wydaje się, że oprócz bieżącego zarządzania Zakładem, równie ważna  jest strategia i zadania jakie gdański Magistrat wyznacza Zakładowi Utylizacyjnego.

Prowadzenie zakładu utylizacyjnego w takich uwarunkowaniach geograficznych  klimatycznych jak w Szadółkach jest drogie. Kosztują dużo inwestycje ale także ich późniejsza eksploatacja. ZUT już nie musi (zmieniły się przepisy) i nie może (ze względów na odory i finanse) – być zakładem wiodącym w gospodarce odpadami województwa pomorskiego. Swoją rolę ZUT powinien ograniczać tylko do realizacji już zaciągniętych zobowiązań wobec okolicznych gmin. Ostatnio Gmina Gdańsk zrezygnowała z podpisania, przygotowanych już wstępnie, porozumień międzygminnych Kartuzami i Żukowem a także z umów komercyjnych, które zwiększyłyby  jeszcze dodatkowo strumień odpadów biologicznych płynących do ZUT w Szadółkach i zapachało do reszty nową kompostownię. Te rezygnacje to właściwy kierunek. Trzeba też iść dalej – i rozpocząć poszukiwania nowej lokalizacji dla utylizacji gdańskich śmieci.

 

 

.